Łatwiej jest narzekać i marudzić, niż wziąć odpowiedzialność za swoje życie

Ludzie uwielbiają marudzić, narzekać, gasić entuzjazm innych i deprecjonować ich szczęście/osiągnięcia/ wysiłki. Dlaczego? Nie mam pojęcia, wydaje mi się, że to po prostu łatwiejsze niż przyznanie się przed sobą do prostej prawdy: moje życie jest konsekwencją moich wyborów. Przynajmniej w większości przypadków.

Ostatnio Ruda Wstążka pisała o tym, że tzw dorośli nie potrafią się zachwycać. Ba, zachwyt u osób powyżej wieku dziecięcego bywa źle widziany! Dlaczego chcemy usilnie kojarzyć dorosłość ze zmęczeniem, frustracją i zniechęceniem? Wiem, że w życiu bywa ciężko, ale miejmy litość, ono się nie sprowadza tylko do tego!217_1

Z góry zaznaczę: mam świadomość, że zdarzają się w życiu momenty, na które nie mamy wpływu: wypadek, choroba, coś złego przytrafiającego się bliskim itp. Nie piszę tutaj o takich przypadkach. Chodzi mi o osoby, które mają standardowe życie, z górkami i dołkami, ale starają się pokazać je (ciekawe czy tylko innym czy sobie też) z jak najgorszej strony. Czy to sprawia, że czują się lepsze od innych? Bardziej doświadczone życiowo? Przecież rzucenie tekstem „co Ty wiesz o życiu, jakbyś była w mojej sytuacji..” daje +10 do poczucia wyższości, nie?

Pod postem u Marty, która opisała swój (bardzo aktywny) dzień, można przeczytać komentarze w stylu „jakbyś miała dwójkę dzieci to zobaczyłabyś co to znaczy być zajętą”. Krew się we mnie gotuje. Powtarzam jeszcze raz: Twoje życie jest konsekwencją Twoich wyborów. Chciałaś mieć dzieci – masz dzieci i wszystko, co się z nimi wiąże: pieluchy, przeciery, zakatarzone nosy, ale i pierwsze uśmiechy, pulchne poliki i to, że ma oczy po mamusi. Jeśli ktoś zdecydował, że w tym momencie nie chce mieć dzieci – nie ma całej otoczki z nimi związanej, więc ma więcej czasu dla siebie. To oczywiste. Czy osoby niedzieciate marudzą, że nie mają porannych buziaków i bajek na dobranoc?

Dlaczego zawsze uważamy, że mamy ciężej niż inni? Dlaczego nie chcemy zmienić tego, na co narzekamy? Pracowałam w miejscu, gdzie większość moich kolegów narzekała na warunki pracy, wynagrodzenie, atmosferę itd. Po pewnym czasie uświadomiłam sobie, że mogę to zmienić i zrezygnowałam. Reszta dalej tam pracuje i dalej narzeka. Koronny argument to „gdybym miała tak jak ty pomysł na to, co dalej, to już dawno bym to zrobiła”. Otóż pomysł to nie gwarancja powodzenia. I pomysły nie biorą się z powietrza.145_1

Narzekasz na partnera w związku? Albo spróbuj z nim pogadać i uratować relację, albo to skończ. Przestań narzekać, zacznij robić. Żyjesz według wytycznych rodziców/ cioci/ sąsiadów babci? Nie dziw się, że nie czujesz się sobą i pakujesz się w sytuacje, w których jest Ci źle. Czujesz, że podjąłeś błędną decyzję? To się z niej wycofaj/ napraw/ zmień ją. Nie tkwij biernie w sytuacji i nie zatruwaj narzekaniem otoczenia.

Nie można oczekiwać cudów, za to, że się jest. Spróbuj przez jeden dzień dostrzegać drobne rzeczy warte chwili uwagi: tęczę na niebie, to jak pachnie powietrze po deszczu, szczerbaty uśmiech dziecka, dobrą książkę. Jeśli masz względnie dobre zdrowie, dwie ręce, dwie nogi, masz co jeść – to już dużo.

Możesz być szczęśliwym człowiekiem. Tylko, do cholery, udźwignij tą odpowiedzialność i rusz tyłek. Bo szczęście to nie łaska spływająca z nieba w momentach objawienia. To wybór. Przecież nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, nie?

Ps. Autorka tego wpisu ma dni, kiedy zawija się w koc i jest buritem smutku. Ma też dni, kiedy narzeka i marudzi. Ale potem stara się ogarnąć i znów myśleć tak, jak powyżej (ten wpis nie nie hipokryzja, to po części apel do samej siebie ;)).

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s